Pokazywanie postów oznaczonych etykietą miley cyrus. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą miley cyrus. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 5 stycznia 2014

I'm covering my ears like a kid
When your words mean nothing

Męczy mnie ta piosenka od paru miesięcy. Bo cały czas puszczaj ją w radiu (a niestety, w pracy jestem zmuszona do słuchania radia przez 8h dziennie). I po prostu do mnie nie trafia.
Rewolucje w muzyce, showbiznesie itp itd. Ok. Ale w takim bądź razie, równie dobrze Black Eyed Peas mogli nagrać teledysk do "Where is the love" siedząc na kiblu i srając.
Albo piosenka Naughty Boy "La la la" mogłaby przecież pokazywać "szalone nastolatki" na wyprzedażach - Why Not?
Skoro Miley Cyrus może śpiewać o jakimś tam złamanym sercu, że "Nigdy nie mów że po prostu odeszłam. Zawsze będę cię chcieć" (historia miało istotna) w teledysku, który bardziej pasuje do piosenki Liroya "Jebać mi się chce" to ja bardzo dziękuje za muzykę dla mas.
Wyć o miłości, stracie i całym tym śmietniku a ocierać się gołą dupą o kulę do burzenia, obciągać młota i ogólnie latać nago przez 3:42 minuty? No łał. Po prostu fantastycznie! Poczekam parę lat i wszystko będzie sprzedawane cyckami i dupami (a może jakieś męskie części ciała by się w końcu znalazły?) bo czemu by nie? Zanim poznasz swoją Drugą Połówkę, cała reszta społeczeństwa już będzie wszystko o niej/nim wiedzieć i wszystko widzieć. Ani odrobiny tajemniczości, odkrywania, poznawania.
Więc co nadchodzi? To że golizna będzie W S Z Ę D Z I E.
Że inny obraz będzie nam tworzyć wyobraźnia po tym co słyszymy, a co innego będziemy widzieć.
Że "prywatność" i "osobiste" przestaną mieć jakiekolwiek znaczenie.
I to że jeszcze trochę i powrócimy do czasów kamienia łupanego, gdzie ubrania nie były nikomu potrzebne.

niedziela, 27 stycznia 2013

Każdy ma jakąś rolę do odegrania.

<Specjalnie dla Madzi i Dariusza - moich wiernych czytelników>

I nie, nie chodzi tu o jakieś Życiowe przesłanie.
Bardziej o te wszystki "gwiazdy" i "gwiazdeczki".
Przykładowo taka Miley Cyrus. Gwiazda Disney'a. Grała w serialu "Hannah Montana". Niestety, miałam kiedyś "okazję" obejrzeć kawałek tego i moja psychika już nigdy po tym się nie zrehabilituje. Dno totalne. Ale niech im będzie. W każdym bądź razie... Miley wprowadziła do telewizji prawie całą rodzinę. A z niej samej wykreowali "idolkę nastolatek". No ok. Ale dziewczyna dorosła. A że w Stanach mieszka, to ich 18 to jak nasze 21. Więc dziewczę zaczęło do sieci wrzucać swoje "rozbierane" (Bitch, please) zdjęcia. A przepraszam, one "wyciekły". Następnie zaręczyła się z młodszym bratem Thor'a, zaadoptowała milion psów i "o mój borze!" utleniła i pofarbowała włosy. Straszne! Jak ona mogła coś takiego zrobić?
I tu się zaczyna cała jazda. Grała w serialu wyprodukowanym przez Disney Channel jakąś dziwną osóbkę, którą miały uwielbiać nastolatki. I tak też się stało. Swego czasu z jej wizerunkiem można było kupić WSZYSTKO. Od gaci, przez zeszyty, na gitarze kończąc. Chwyt marketingowy. Młodym dziewczynkom wciskało się ściemę do mózgownicy, że jak będą miały coś z wizerunkiem Hannah Montana, to będą prawie takie jak ona. Nikt tylko się nie kwapił do tego, aby podkreślić, że Miley Stewart aka Hannah Montana jest postacią fikcyjną. I bardzo wiele osób sobie wymyślliło, że skoro Miley Stweart jest taka słodka i kochana, to Miley Cyrus też taka jest. A tu zonk. Bo panna Cyrus wrzuca do sieci swoje "rozbierane" zdjęcia. Albo paparazzi robią jej zdjęcia na imprezie jak pije i zioło pali. I nagle taka zła i niedobra jest. No ludzie ej! To, że postać którą grała była denna, nie oznacza że sama aktorka/piosenkarka też taka jest.
Tak samo Taylor Swift. No ok, zakochana już była chyba tyle razy ile cała gimbaza przez całą swoją "karierę" w gimnazjum nie jest w stanie, i że z każdego tego romansu "robiła" materiał do swoich piosenek, nie oznacza że jakaś zła jest. Może naprawdę jest taka kochliwa? A że karierę muzyczną też zaczęła dosyć wcześnie, to nie zdążyła nauczyć się normalnego postępowania w związkach, tylko cały czas zachowuje się jak trzynastolatka.
Showbiznes (no i te wszystkie portale plotkarskie) potrzebuje takich "gwiazdek" jak Cyrus, Swift, czy Kardashian albo Krupa i Doda, które są sławne za to, że komuś sławnemu dały dupy, w sławny sposób lub po prostu że gadają o tym w kółko i na okrągło. No, ale to właśnie na tle takich dziwnych, a zarazem w obecnych czasach - normalnych, osobliwości można docenić prawdziwych artystów, którzy nie potrzebują skandali, zjebanych strojów i ubrań by robić prawdziwą muzykę.
Bo gdybyś nie zaznał nigdy mroku, to jak doceniłbyś blask światła?