wtorek, 30 grudnia 2014

As I am getting nearer
My mission is coming clear

W tym roku wydarzyło się wiele szalonych rzeczy. A przyszły, 2015, nie zapowiada się aby był spokojniejszy - wręcz przeciwnie.


Zmiana pracy,
Nowe auto,
Nowy rower,
Waga w górę, waga w dół,
Przyjaciele u których tymczasowo (mam taką nadzieję) została wciśnięta "Pausa",
Nowi przyjaciele,
I ci, u których został włączony "Restart".
Nowa/była odkryta część rodziny,
Usunięci/zablokowani/odblokowani ex, znajomi na fejsie,
Spotkanie z byłymi - chwilowe i dłuższe,
Przelotne romanse,
Wesela,
WAKACJE W GRECJI,

i na szczęście brak złamanego serce (... yyy... czego?)

Był to rok zmian. Dużych zmian. Niekoniecznie korzystnych czy przyjemnych, ale napewno potrzebnych.
Będąc tą samą osobą, którą byłam jeszcze w 2013r., nie byłabym w stanie stawić czoła roku 2015. A będzie się działo i to dużo.
Oczywiście jest wiele rzeczy (/osób), których żałuję że wydarzyły się w taki a nie inny sposób, że nie potoczyły się tak jak miały czy po prostu ot tak. Lecz to, właśnie były te prawie niezauważalne momenty, gdy coś wewnątrz mnie się zmieniało. A nie raz bolało jak cholera i trzeba było wtedy jeszcze mocniej zacisnąć zęby i przeć do przodu. I dałam radę. Bo "co mnie nie zabije to wzmocni", prawda?

I dzięki Bogu, obyło się u mnie bez pogrzebów a za to z nowymi dzieciaczkami (narodzonymi bądź poczętymi).

Tak więc znam tylko zarys przyszłego roku, a co dokładnie będzie - tego nie wie nikt. Mam tylko nadzieję, że równie dobrze dam sobie radę z przeciwnościami losu i że mimo wszystko, ci co byli (nawet będąc na "Stand by'u") nadal pozostaną.


A Wam wszystkim życzę abyście przestali się przejmować tym, co ludzie powiedzą i co od Was oczekują, a zaczęli realizować to, czego Wy tak naprawdę chcecie i mieli odwagę faktycznie podjąć kroki w tym kierunku wraz z napływającą krytyką. Bo z doświadczenia wiem, że
lepiej zmoknąć, ale dotrzeć do celu
aniżeli stać i czekać na słońce,
które może nadejść gdy będzie już za późno