Co daje motywację osobom próbującym schudnąć/przytyć/wyrzeźnić
ciało?
- zdrowie
- chęć wbicia się w swoje ulubione jeansy,
które na tyłek już nie chcą wejść
- zbliżający się ślub, wesele czy inna
rodzinna impreza
- postanowienie noworoczne
- nadchodzący urlop, wakacje
- pokazanie wszystkim, że "there's
more that meets the eye"
Określamy drugiego
człowieka na podstawie jego wyglądu. Tak było, jest i będzie.
Może mniej jeżeli chodzi o przyjaciół, ale napewno jeżeli chodzi o osobę
z którą chcielibyśmy się związać. Bo przecież chcielibyśmy aby podobała nam się
osoba na którą patrzymy, a nie marzyć o tym, aby założyć jej papierową torbę na
głowę.
Jest też inna sprawa,
że nawet gdy ów osoba nawet wizualnie nam się podoba, to często nie zawsze
chcemy ją zrozumieć. Jej zachowania, gesty, słowa. Im człowiek jest starszy,
tym większy bagaż ze sobą niesie. Nierzadko przez ów doświadczenia budujemy
wokół siebie mur (-y) przez który ciężej do nas dotrzeć ale jesteśmy za jego
murami bezpieczniejsi. I tak też trafiamy na taki mur osoby, która nam się
podoba, ale nie chcemy się przez niego przebijać (bo po co, na co i na chuj mi
ten kaktus?) i rezygnujemy. A ów osoba tylko dokłada sobie kolejne cegiełki, bo
o! właśnie się sprawdziło że zapora się sprawdza więc trzeba ją jeszcze
bardziej uskutecznić. Tak na wszelki wypadek gdyby jakieś zbłąkanej duszyczce
udało się znaleźć jakąś szczelinę i nie daj Boże chciała się przebić i dostać
do tej zranionej, niepewnej, samotnej osóbki która siedzi w samym środku. I tak
koło się zamyka. Wewnątrz muru wołamy o to aby ktoś jednak miał na tyle
cierpliwości i siły aby się przebił lecz jednocześnie dochodzi fasada, bo może jednak
skurwysyna da się wcześniej utopić. Bo co jeżeli faktycznie się do nas
dostanie, obali wszelkie mury a prędzej czy później i tak nas zrani, zostawi,
złamie nasze serce i trzeba będzie zaczynać cały proces od początku?
I tu nierzadko
pojawia się trening. Męczy nas już użalanie się nad samym sobą lecz gardę nadal
trzymamy. Ale gdzie dać ujście tej całej frustracji? Tej złości na ludzi, na to
jak w obecnych czasach wygląda życie, na całą naszą przeszłośc, która zrobiła z
nas takich niedojebańców emocjonalnych, na nas samych?
Wielu popada w uzależnienia, aby oderwać się od tych myśli i dać się ponieść
hajowi. Hazard, narkotyki, alkohol, bijatyki, imprezy, gry... Ale jest też duża
część, która po prostu uderza na siłownię, pływalnię, fitnessy, bieganie czy
inne rodzaje wysiłku fizycznego. Podobno po ćwiczeniach uwalniają się endorfiny
i to pomaga nam z czasem jakoś dojść do ładu i składu z samym sobą. Całe zło
tego świata, które wcześniej zamienialiśmy na czekoladę, browara i kubełek
lodów, teraz spalamy i przetapiamy na mięśnie i piękną sylwetkę. Nieraz
poznajemy ludzi podobnych do nas, z podobnymi problemami, historiami i celami,
z którymi zaprzyjaźniamy się a podobno nawet i można się w kimś zakochać.
I nawet jeżeli ceglany
mur, otoczony siatką kolczastą i fasadą, nadal stoi twardo, to ta mała osóbka w
środku staje się z dnia na dzień silniejsza i coraz bardziej gotowa, aby znowu
zaryzykować opuścić tą swoją twierdzę i sprawdzić czy coś w okolicy może się
jednak zmieniło.
Za pare miesięcy miną
trzy lata od kiedy jestem singlem. Pomijając pierwsze pół roku gdy Wczoraj,
Dzisiaj i Jutro wyglądały praktycznie tak samo, to stwierdzam, że bardzo dobrze
spędziłam ten czas jako singiel. Zwiedziłam wiele miejsc (Anglia, Malta, Grecja,
Włochy a niebawem też i Irlandia), przewróciłam swoje życie do góry nogami
(nowe miejsce zamieszkania, nowy kraj, nowa praca) i nie żałuję ani jednej
chwili. Facetów w tym czasie poznałam mnóstwo. Do kawy/drinka/łóżka. W tym
czasie nauczyłam się, że nie ważne czy facet ma lat 20, 25 czy 30, słucha
rocka, bluesa czy hip hopu, mieszka z rodzicami czy sam, działa zawsze według
tego samego schematu:
Na początku +150 do zainteresowania daną kobietą. Jaka jest, co lubi, czego nie,
o czym myśli, co ją martwi itp itd. Na randce „och jak pięknie wyglądasz” i
każdy możliwy tekst aby tylko owinąć ją sobie wokół palca. Jeżeli randka
wypadła znakomicie to lądują w łóżku. W zależności od ilości spożytego alkoholu
i umiejętności oraz dopasowania obojga, tak przebiega noc. Jeżeli zostają ze
sobą do rana, to facet że niby taki szarmancki i dżentelmen, to i śniadanie
zrobi i kawę. A w momencie zamknięcia za sobą drzwi, kontakt się urywa.
Bo porządny seks, prawdziwy orgazm, działa lepiej niż najlepsze ćwiczenia i
blancik razem wzięte. Cała złość i frustracja są wypalane w tym namiętnym akcie
i pozostaje tylko błoga nirwana.
Ty bo masz swoje potrzeby ale „nie wypada na pierwszej randce” lub prześpisz
się na tej pierwszej randce lecz na żadne love story nie masz co liczyć,
rodzice bo przecież zegar tyka a ty nadal nikogo nie masz, przyjaciele bo jak
to możesz się tak puszczać i eksplorować skoro oni wszyscy już ohajtani,
dzieciaci i nie pasujesz już do standardów ich znajomych w Kirden Party. Zawsze
komuś coś nie będzie się podobać więc czy nie lepiej i prościej jest postawić
samego siebie na piedestale i najpierw uszczęśliwić SIEBIE a to czy komuś się
to podoba czy nie to już nie nasze zmartwienie?
Miałam to szczęście,
że pierwszy facet z którym miałam styczność po moim rozstaniu był całkiem
fajnym facetem i całkiem prosto mi to wszystko wytłumaczył (zdążyłam COŚ do
niego poczuć lecz z biegiem czasu zdałam sobie sprawę, że w głównej mierze była
to tylko potrzeba poczuć znów cokolwiek do kogoś innego po tak chujowym
rozstaniu): „Nic ci nie obiecywałem a twoja frustracja jest wynikiem twoich wyimaginowanych
oczekiwań. Faceci powiedzą ci wszystko aby zaciągnąć cię do łóżka-taka nasza
natura. Telefon na dobranoc i wiadomość z samego rana nie oznacza, że chce się
wiązać. Czasami po prostu wystarczy chcieć miło z kimś spędzić czas bez żadnych
zobowiązań” (to tak w skrócie). I z ów facetem mam do dzisiaj kontakt, fajny
chłop z niego lecz od tamtego czasu gdy zaczęłam podchodzić do mężczyzn z takim
samym nastawieniem jak oni do kobiet, zaczęłam zauważać że wszyscy jak jeden
mąż działają według tego samego wzorca i tak łatwo jest też ich sobie okręcić
wokół palca, że nawet dziecko byłoby w stanie to zrobić. Oczywiście w takich
relacjach nie ma mowy o żądnych głębszych uczuciach. Lecz póki jest się młodym
i sprawnym, powinno się eksplorować, doświadczać i poznawać samego siebie (i
ZAWSZE pamiętać o zabezpieczeniu).
Napewno patrząc wstecz
nie żałuję ani jednego dnia.
Sama dopiero co miałam mieć taką (kolejną) jednorazową
randkę.
Wszystko przebiegało według schematu. Telefony, wiadomości,
pierdolenie o szopenie. Z dużym naciskiem przypominałam, że to będzie tylko
one-night-stand. Po tak długim czasie myślenia jak facet, zaczęło mnie męczyć
ciągłe udawanie zawsze słodkiej idiotki i odpisywanie na milion wiadomości gdy
właśnie oglądam ulubiony serial, udawanie „Och to fantastycznie, że proponujesz
że możesz kiedyś wpaść na piwko lub dwa”, odbieranie telefonów podczas
treningu, czy ogólne udawanie że jara mnie ta cała konwersacja. Więc cieszyłam
się gdy w końcu nadszedł czas ów randki, gdy dostanę to co tak naprawdę chcę i
będę mogła później dalej w spokoju czytać książkę.
I chociaż tak bardzo znałam zasady gry, w którą grałam już
nie raz, to ku memu zaskoczeniu coś we mnie drgnęło, gdzie myślałam że to już
dawno zostało pogrzebane pod warstwą kurzu i pyłu i racjonalnego myślenia. Niespodziewałam
się, że trafi kosa na kamień i że skoro strzeliłam sobie w kolano już na
przedbiegach to nie dam rady ów kamienia przebić. Okazało się, że jednak sprawy
mają się inaczej w świecie rzeczywistym a wirtualnym, czego nie brałam pod
uwagę, bo przecież po co, skoro tyle czasu nic do nikogo nie poczułam poza
zwykłą sympatią? Zapomniałam też o swojej dawnej przyjaciółce Karmie, która nie
jest zwykłą dziwką lecz bardzo luksusową i pojawia się tylko wtedy gdy opuszczę
gardę. Jednak skoro od samego początku wzbraniałam się, że żadnego love story,
to jeżeli powiedziałam A to trzeba też i powiedzieć B.
Kiedyś najlepszym lekarstwem aby zapomnieć o panu X, był pan
Y lecz odkryłam, że męczy już mnie zabawa w udawanie uciekającej myszki, którą
kotek mógłby złapać i że treningi mają
taką samą moc a nawet są bardziej owocne a facetów wolę narazie odstawić w kąt,
bo nie mam jednak zdrowia do nich na obecną chwilę.
Jednak widzę, że
pomimo iż mamy XXI wiek, dzieci z probówek, homoseksualistów mówiących i
pokazujących otwarcie kim są i obejmujących wyższe stanowiska, coraz większą
świadomość o krzywdach jakie dzieją się „braciom mniejszym”, to i tak
społeczeństwo (tak, kobiety też tak myślą) nadal uważa, że facet to może ruchać
zawsze i wszędzie, a kobieta która się prześpi z mężczyzną na pierwszej randce
jest kurwą i się puszcza. Bo jak to stwierdził mój znajomy: „Faceci mają klucz,
który otwiera wiele zamków, a kobieta ma kłódkę którą powinien otwierać tylko
jeden klucz, bo skoro jest uniwersalna to nic nie chroni”. I tak oto mamy
Średniowiecze 2.0. Kobiety czytają literaturę typu „50 twarzy Greya” z
wypiekami na twarzy i mokrymi gaciami lecz nie powiedzą swojemu partnerowi, że
też by chciały być związane i dostać klapsa tak jak Ana, bo nie wypada im
czerpać przyjemności z seksu. Bo to tylko mężczyzna może mieć takie potrzeby i
spełniać je kiedy chce, jak chce i z kim chce. Więc idzie taka Jolka na randkę z
takim Januszem, później na piątą, ósmą i na dziesiątej, aż w końcu się z nim
prześpi, bo już chodzą za rączkę i już zmienili swoje statusy na Facebooku że
są ze sobą w związku więc formalnie może mu już dupy dać i nikt nie pomyśli że
się puszcza. A w łóżku okazuje się jedna wielka klapa. Bo on ma za małego albo
nie potrafi dobrze wylizać lub ona nie potrafi porządnie possać czy po prostu
nie potrafią się dopasować. Lecz ów Jolka już jest zakochana w ów Januszu (a
Januszowi wystarczy tylko, że będzie mógł się jej spuścić na brzuch a skoro
Jolka orgazm ma (powiedziała mu że ma, bo wstydziła się mu powiedzieć że krowa
z pastwiska by ją prędzej doprowadziła do orgazmu niż on) to gitara gra) i nie
chce wyjść na burą sukę ani na kurwę co to tylko ruchanie jej w głowie więc zostaje
z tym Januszem. Więc czyta te wszystkie „mądre” czasopisma dla kobiet w których
przecież jest tyle „skutecznych” wskazówek typu „Jak powiedzieć mu co lubisz
bez mówienia tego na głos” i choć po X miesiącach seks dla niej nadal jest
beznadziejny, to kupuje sobie ogromnego wibratora, który kręci się lepiej niż
pokrętła w jej najnowszym mikserze i zamyka się w nim w łazience podczas bardzo
długiej kąpieli aby w końcu mieć ten upragniony orgazm one way or another.Z
czasem i tak wyjdzie za ów Janusza i spłodzi mu dwójkę dzieci, a w pracy będzie
ją obracał na biurku, po godzinach, nowy asystent dyrektora-Mareczek, który
będzie jej dawał orgazmy, których nigdy nie miała (i nawet nie wiedziała, że
może mieć) a które są takie wspaniałe lecz nie zostawi rodziny bo kocha i
Janusza i swoje dzieci a seks z Mareczkiem jest tylko dodatkiem, którego nie
otrzymuje od męża. A przecież Jolka też jest tylko człowiekiem (tak jak i
mężczyzna) i też potrzebuje porządnego, dobrego orgazmu, aby nie rzucić tej
roboty w cholerę, dzieci wysłać do szkoły z internatem, a męża najlepiej gdzieś
do senatorium i nie pozabijać wszystkich dookoła z powodu codziennych
frustracji i złości, które nigdzie nie mają ujścia.
Ale nie, kobietom nie
wypada wypróbować faceta zanim zdecydują się czy chcą się z nim związać i w
przyszłości rodzić mu dzieci, bo „kobiecie nie przystoi” i ma być jak ta biedna
Jolka – brać kota w worku.
Żeby nie było, że
twierdzę iż na każdej randce trzeba się ze sobą przespać, a każdy kot w worku
okaże się nie wypałem. Co to to nie. Lecz po wielu moich doświadczeniach, i
historii, które usłyszałam, wiem że tak się niestety często dzieje.
Nie ma złotego środka jak iść przez życie, bo zawsze ktoś będzie
niezadowolony.