wtorek, 18 października 2016

Nie dostaniesz kartki na Święta w tym roku

Uwielbiamy mentalnie usadowić się w wygodnym fotelu przy rozpalonym kominku z dobrą książką i kieliszkiem wina. Gdy już zagrzejemy dupkę to tak też zostajemy. Bez żadnych zmian. Bierzemy wszystko za pewniaka zapominając że życie wciąż się toczy, ludzie i miejsca się zmieniają. A później z ręką w nocniku, bo mąż odchodzi do innej, dzieci już dorosłe wyprowadzają się i dzwonią tylko na święta, a ta przyjaciółka co zawsze mogła wpaść z butelką wina i tuzinem czekoladek w środku nocy nagle ma swoją rodzinę i brak czasu dla ciebie. A ty nie wiesz jak i gdzie to się stało. Zapominamy że o wszystko trzeba dbać aby nie rozpadło się w drobny mak. W samochodzie trzeba od czasu do czasu oleju dolać, coś wymienić, sprawdzać opony czy się nie zjechały jeżeli chcemy aby nas wciąż mógł wozić tam gdzie sobie tego zapragniemy. Dom też trzeba co jakiś czas odmalować, wymienić jakiś sprzęt czy po prostu odkurzyć. Czemu zatem zapominamy dbać o nasze związki? W wieloletnich małżeństwach wiele par jest ze sobą już z przyzwyczajenia i/lub dla dzieci, bo “tak łatwiej i prościej w sumie to nie jest przecież aż tak źle”. Praca, codzienne obowiązki, kredyt, dzieci, dom i “nie ma czasu” na dbanie o związek - ale oczywiście jest czas żeby z kumplami wyjść na mecz czy z koleżankami na cały dzień do spa. I ok, bo potrzebna jest odskocznia, ale czemu by nie zrobić czegoś razem? Wspólny biwak albo wycieczka rowerowa z piknikiem, wypad do zoo czy do aquaparku. Rodzice wolą rzucić Władkiem i/lub Zygmuntem aby “bachor” kupił sobie nową grę i przykleił się do konsoli dając rodzicom spokój.
Niby ta cała technologia miała nas do siebie przybliżyć a w większości przypadków tylko nas od siebie oddala.


Prywanie mam na to idealne spojrzenie. Mieszkam za granicą. Ok, mój wybór więc “to ja powinnam się starać” i tak było, ale ile można pierwszemu wyciągać rękę? Piszesz “wpadnij w weekend” - po pierwsze, Ty również możesz “wpaść”,po drugie, jaki jest sens skoro nie utrzymujemy ze sobą kontaktu, bo nie chciało mi się za tobą biegać jak pies a ty miałeś wyjebane?
Po miesiącu gdy mięknę pytam czy wszystko u ciebie w porządku bo nic się nie odzywasz. Odpisujesz że “no wiesz, czasu brak. Praca i/lub szkoła, dom, partnerka/partner, etc”. Super, czyli nawet 15 minut siedząc na kiblu nie potrafisz znaleźć aby krótką wiadomość napisać? Będę mieć takie samo podejście.


Bo prawda jest taka, że gdy się CHCE to można znaleźć czas. Można chodzić do pracy i/lub szkoły, robić zakupy, gotować obiady, sprzątać dom, ćwiczyć, być w związku, mieć dzieci, spędzać czas ze swoja rodzina, znaleźć czas dla kogoś bliskiego i jeszcze mieć czas na długą kąpiel w wannie z maseczka na twarzy, odzywka na włosach i dobra książką.
Znam samotne pracujące matki, które potrafią raz na jakiś czas wyskoczyć na kawę w tygodniu na jakąś zumbę lub siłownię. Znam singli którzy nie mają nawet żadnego hobby poza siedzeniem przed telewizorem a potrafią powiedzieć że “nie mają czasu”. Zatracamy się w swoim jestestwie i gonitwie za pieniądzem zapominając o naszych najbliższych, rodzinie i znajomych. Żyjemy nie razem a obok siebie mając klapki na oczach nie widząc jak nasze relacje rozpadają się jak domki z kart. A gdyby tak ustalić sobie żeby w środy (wystarczy raz w miesiącu chociaż) zabrać małżonkę do kina bo są Środy z Orange (dwa bilety w cenie jednego), dzieciaki w sobotę do południa do parku aby się wyszalały z piesełami, czy z kumplem na rajd rowerowy żeby nadrobić zaległości a odetchnąć od rzeczywistości? Czy aż tak trudno w dzisiejszych czasach wygospodarować trochę czasu dla kogoś innego poza samymi sobą i gdzie, uwaga!, nie będziemy mieli z tego żadnych korzyści materialnych? Pieniądze są potrzebne, owszem, ale co nam przyjdzie z tych papierowych domów gdy w środku będą też tylko papierowi ludzie z jakże równie papierowymi uczuciami, poglądami i relacjami, a gdy będą chcieli się ogrzać bo to zimno ze środka zacznie już za bardzo doskwierać, to zaczną palić swoje meble zamiast zwyczajnie powiedzieć:
“Hej, tęskno mi. Chodźmy na kawę”.

środa, 24 sierpnia 2016

"She’s not even drop dead gorgeous
But she kills me anyway"

Ok, zdecydowanie nie jestem ekspertem od miłości. Gdybym była, to przecież nie musiałabym przejść przez tyle (!) beznadziejnych (!) związków, a trochę ich bylo.

Pierwszy chłopak - zerówka, lat 6. Byłam raczej bardzo kochliwa. Uwielbiałam po prostu ten stan. Oczywiście nie ma co mylić zauroczenia z zakochaniem a tego z miłością.
Ale napewno wiem, że taka miłość która cie konsumuje, płonie bardziej niż supernowa, jaśniej niż słońce i rozgrzewa cie bardziej niż nowe lampy na solarium, zdecydowanie wypali cie doszczętnie. Tak, masz powera aby robić wszystko: imprezować do białego rana, jechać prosto do roboty, spać po 3h dziennie, bzykać się przez całą noc i cały następny dzień, jeździć po całym świecie za 5 € w kieszeni. Zdecydowanie taka namiętna, pasjonująca miłość jest czymś wspaniałym i nie do opisania. I póki jest się młodym i ma się czas, siły i prawo do popełniania błędów, to jak najbardziej polecam.
Ale. Po takim związku zostanie z ciebie wrak człowieka (szczególnie gdy został zakończony w burzliwy sposób a zazwyczaj tak to właśnie bywa). Będziesz się czuć jakby ktoś ci zabrał cały tlen z płuc, wyrwał żebra i jakbyś nie wiedział kim jesteś, bo ta druga osoba, bycie z nią, życie z nią, cię definiowały. Może to trwać tydzień, miesiące a może nawet i lata. I od ciebie w tym momencie zależy jak dalej będzie wyglądać twoje życie. Możesz popaść w depresję, znienawidzić cały świat i ludzkość a najlepiej to się powiesić lub, możesz zacząć żyć dla SIEBIE. Serio. Zacząć stawiać SIEBIE na piedestale, stać się trochę egoistą i zacząć myśleć o SOBIE i SWOICH przyjemnościach. Wypróbować rzeczy które zawsze chciałeś spróbować ale twojej “drugiej połówce* “ się nie chciało bądź nie była tym zainteresowany. Naucz się być szczęśliwym SAM ZE SOBĄ a nie że tylko w otoczeniu kogoś (partnera, rodziny, przyjaciół, znajomych) potrafisz mieć dobry humor. Samotność wcale nie jest zła.
Ja przez 1.5 roku nierandkowania (tylko na dwie randki skusiłam się w tym czasie) podjełam się kursu strzelania z łuku, tańca na rurze i szycia na maszynie, plus nauczyłam się mnóstwa rzeczy o zdrowym odżywianiu (nie wspominąc ile książek pochłonęłam w tym czasie), byłam na wspaniałym krótkim weekendzie z siostrą i psiakiem w angielskiej krainie podobnej do naszych polskich Bieszczad (Peak District) oraz na cudownych wakacjach w Grecji (i we Włoszech - sama!) z moją przyjaciółką oraz w FABRYCE CZEKOLADY!!!


*Druga połówka - naucz się w końcu że każde z nas zostało urodzone w CAŁOŚCI i nie musimy szukać brakujących części. Bądź z kimś, bo tak chcesz, bo uszczęśliwia cię ta osoba jeszcze bardziej,bo ty uszczęśliwiasz ją też, ale nie dlatego że jest ci ona potrzebna do życia, bo bez partnera czujesz się jak ryba na lądzie. O! Bądź gadem! Gdy potrzeba, zanurz się w wodzie aż po czubek głowy lub wygrzewaj się na skale, ale tylko dlatego że CHCESZ a nie że potrzebujesz.
Gdy potrafisz spędzić czas samotnie a poznasz później kogoś, nie bombardujesz tej osoby wiadomościami ani telefonami gdy się nie widzicie. Nie zachowujesz się jak małe dziecko które przez 5 minut nie potrafi zająć się same sobą.


Ale przede wszystkim, NIE SZUKAJ! Słabo mi się robi od tekstów: Jestem taki samotny; nikogo nie mogę znaleźć; życie jest do dupy; laski są puste; facetow chodzi tylko o jedno; czekam aż to MĘŻCZYZNA wykona pierwszy ruch; lubię ją ale jest za gruba; etc.
Ludzie! Odpowiednia osoba pojawi się w odpowiednim czasie. Jak narazie to tylko marnujesz sobie czas i życie szukając jej.
Wiem też że każdy ma jakieś tam swoje wymagania, swój ideał, ale spójrz w lustro, spójrz w głąb siebie i odpowiedz sobie tak szczerze, ile TY masz do zaoferowania? Czy myślisz że chociaż w 10% jesteś w stanie spełnić wymagania kogokolwiek, nie wspominając już o twoim ideale? Nie mówię aby obniżyć poprzeczkę i brać pierwsze co w łapy wpadnie, ale bycie wybrednym na maksa szczęściu nie sprzyja. I tak na pierwszy rzut oka nie jesteś w stanie powiedzieć czy ów osoba będzie cię wspierać w ciężkich chwilach, obejrzy z tobą twój ulubiony serial którego nie cierpi, zrobi dla CIEBIE pyszne śniadanie bez okazji, zrobi ci dobrze w łóżku nie oczekując niczego w zamian (po prostu chcąc zrobić TOBIE przyjemność aby cię zadowolić a nie bo bilans musi być zerowy więc napewno się odwdzięczysz) i będzie ci mówić że pięknie wyglądasz z milionem syfów na twarzy. Takie rzeczy wychodzą w praniu, z czasem. Pamiętaj że wagę zawsze można zgubić, włosy przefarbować, masy mięśniowej nabrać, a na starość i tak obydwoje będziecie ścigać się na wózkach bo jednemu będzie biodro dolegać a drugiemu plecy.


Wierząc lub nie, Bóg/Krishna/Budda/Matka Natura/Życie/Wpisz-Co-Chcesz ma dla każdego z nas plan i jeżeli jesteś singlem to korzystaj z tego czasu, rozwijaj się, poznawaj świat a Ta Osoba pojawi się w najmniej spodziewanym momencie (tylko pamiętaj aby jej nie spławić bo nie ma płaskiego brzuszka lub nie możesz szpilek założyć bo jest za niski). Pamiętaj że to TWOJE Życie i nikt go nie przeżyje za ciebie. Rób co chcesz i kiedy chcesz (jeżeli nie uwzględnia to cierpienia innych ludzi lub zwierząt) i nie zwracaj uwagi na to co ludzie pomyślą i będą mówić bo w większości to i tak czysta zazdrość.
Ale napewno siedząc w domu na kanapie przed telewizorem to się nie wydarzy ;)


Chwilami brak polskich znakow z powodu pisania na angielskim komputerze ;)

czwartek, 11 lutego 2016

Don't need to rock on my finger
Just wanna rock with you all night

"Szanuj się!"
"Miej dumę!"
Dlaczego ludzie oceniają siebie i innych na podstawie ilości/jakości partnerów seksualnych?
Naprawdę żal mi kobiet, które szanują się w zależności od tego czy "dałby czy nie dałyby" oraz mężczyzn, którzy podbijają sobie ego ilością dziur w których zamoczyli.
Seriously, nie macie wartościowszych cech w swojej osobowości? Co z byciem dobrym, szarmanckim, przyjacielskim, pomocnym? Co z pomaganiem bliźnim i zwierzętom? Co z dbaniem o środowisko? Co z wykształceniem, rozwijaniem się, podnoszeniem kwalifikacji?
Czemu na tle tylu rzeczy z których możemy, powinniśmy być dumni, większość stawia na pierwszym, jedynym i najważniejszym miejscu, ilość partnerów łóżkowych? Czy naprawdę chudy/gruby/krzywy/mały/duży kutas czy wąska/ciasna/owłosiona/dziewicza cipka mają aż taką moc aby na ich podstawie określać siebie i innych?
Przecież seks to przyjemność, tak? Podczas seksu spalają się kalorie, poprawia krążenie, uwalniają się endorfiny - czy to aż takie złe? Jest wiele ludzi, którzy zostali zranieni, stracili zaufanie do ludzi i nie chcą pakować się w związki więc mają sobie odmawiać tej przyjemności? Facet jak nie spuści z jajek to go bolą a ile można na ręcznym jeździć? Baby, gdy przez dłuższy czas nie są wybzykane, też zaczynają się jakieś chore jazdy i ogólne nasranie w bani.
Żyjemy w tak stresujących czasach gdy rząd nas rucha, państwo nas rucha, szef nas rucha, to czemu choć raz nie dać się wyruchać dla samego "Ooooooł yeah!"?
Ile można gier kupować lub nowych par butów na poprawienie nastroju po tym jak nasz szef obciął premię, bo mu brakuje do nowego mercedesa czy podnieśli znowu podatki, bo Rydzyk musi dostać na "swoją szkołę"? Czasami naprawdę lepiej wybrać w telefonie "Memory 5", wyładować wszystkie negatywne emocje z drugą osobą w łóżku i na drugi dzień z "After glow" stawić czoła tej chujowej rzeczywistości.

(Tylko pamiętajcie Rybki o zabezpieczeniu!)