niedziela, 9 lutego 2014

Uzależnienie jednostki



W dziwnych czasach przyszło mi żyć.
W czasach, gdy ludzie nie potrafią żyć bez zainteresowania drugiej osoby.
Po co ten facebook, twitter, instagram itp itd? Niestety, ale większa część społeczeństwa nie potrafi normalnie funkcjonować. ( W Rosji nawet przeprowadzili 8h eksperyment na dzieciakach 12-18. Z 68 osób "przetrwało" 3 ) Jestem w restauracji: Obowiązkowo fotka na Instagram musi pójść + "Zameldowanie się" na fb + krótki komentarz na Twitterze. Mam nowego partnera/partnerkę: Trzeba ustawić sobie status na fb oczywiście wraz ze wspólnym zdjęciem, no i oczywiście albo w zdjęciu profilowym wspólne dziubki, bądź lepiej - ustawić sobie zdjęcie nowej miłości jako tło. "Niech cały świat podziwia naszą miłość". Kobiecie odeszły wody porodowe? - starczy jeszcze czasu aby poinformować o tym na twitterze. Pierwszą kupkę dziecka trzeba szczegółowo opisać na fb. Zresztą tak samo jak wizytę u lekarza, każdą kłótnię i niezapłacone rachunki. (Pisałam o tym tutaj -> Powiedz i pokaż W S Z Y S T K O )
Nikt nie zalajkował ani nie skomentował? Nic się nie stało. Zawsze można usunąć i dodać ponownie w godzinach szczytu, gdy większość społeczeństwa właśnie wróciła ze szkoły/uczelni/pracy.
Ale... Nie tylko w świecie internetu tak to wygląda. Na żywo jednak wcale nie jest lepiej. Coraz ciężej (chyba) ludziom ciężko spędzać czas z samym sobą. Dzień bez otrzymania od kogoś wiadomości/telefonu, czy też zobaczenia się z kimkolwiek, to dzień stracony. Trudno trochę w tym wszystkim oddychać.
I później powstają chore związki, relacje międzyludzkie, gdzie jednostka uzależnia się od innych jednostek. Przykład? Byłam parę dni temu u fryzjera. W pewnym momencie fryzjerka pyta: "Nie będzie w domu awantury o to?". Że proszę, słucham co? Z jakiej racji ktokolwiek miałby mi dawać pozwolenie na to jak żyję, z kim żyję i w jaki sposób żyję? Czy to że z długich blond włosów przeszłam na krótkie czarne zmienia moją osobowość, mój charakter? Czy to że ze szpilek i garsonek przejdę na glany i spodnie zmienia moje podejście do świata i społeczeństwa? W skrajnych przypadkach pewnie i tak, ale do jasnej cholery dlaczego miałby mi ktoś dawać na to pozwolenie? To że facet stwierdzi, że bardziej woli gdy mam długie rozpuszczone włosy nie oznacza, że będę wiecznie w takiej fryzurze chodzić (serio, jakoś zupa z włosami mnie nie kręci). To, że przyjaciółka stwierdzi, że "ta sukienka cię pogrubia" nie oznacza, że wyrzucę ją na śmietnik i nigdy więcej nie założę chociaż mi się podoba. To, że rodzice uważają że "nie ważne jakie studia, ważne aby było wykształcenie wyższe" nie oznacza, że polecę na łeb na szyję na uczelnie (i co? zmarnować kilka lat swojego życia na coś co pewnie i tak mi się nie przyda?) ? No nie.
Nie mówię, że nie uczestniczę w tym całym internetowo-społecznym cyrku, ale staram się jak najbardziej minimalizować to wszystko. Moje życie więc chcę je przeżyć po swojemu. Z kim chcę i jak chcę. Zmarnowanego czasu mi nikt nie odda a za źle podjęte decyzje JA (i nikt inny) będę ponosić konsekwencje. I naprawdę nie potrzebne jest do życia pozwolenie i aplauz innych. Ani nawet opinia. Miło jest z kimś się przejść, wypić coś, pogadać, pośmiać się, pomarudzić, czy po prostu obejrzeć film. Ale nie potrzeba tego 24/7. Trzeba dać sobię trochę przestrzeni do działania, trochę powietrza do oddychania. Bo gdzie jest sens bycia niewolnikiem drugiej osoby?

1 komentarz:

  1. Wydaje nam się, że nie chcemy być niewolnikami innych, ponieważ takie przyszły czasy. Niekiedy wolność, o której tyle się mówi, tak głośno deklaruje, pojmujemy zbyt dosłownie, przez co złudnie sądzimy, że rzeczywiście tacy jesteśmy - nieograniczeni życiowo. Nic z tych rzeczy! - gdyby każdy był w pełni wolny, nie potrzebowałby drugiego człowieka w absolutnie żadnej sytuacji. To, co opisałaś wyżej, świadczy o tym, że zachłysnęliśmy się marzeniem o wolności, co w rezultacie dało efekt nieświadomego samozniewolenia (chociażby przez portale społecznościowe). Ponadto, nadmiernie wmawiana wolność u wielu doprowadziła do rozwoju egoizmu naprawdę wysokiej klasy. Cóż, ale nawet egoista, całkowicie oddany zachwytowi nad samym sobą, nie jest w stanie doświadczyć pełnej satysfakcji, dopóki nie zweryfikuje własnej osoby przez pryzmat drugiego człowieka. Jesteśmy więc niewolnikami własnego ego oraz wszystkich ludzi, którzy jakkolwiek zaistnieli w naszym życiu.

    Generalnie zgadzam się z Twoją powyższą wypowiedzią. Współcześnie, relacje międzyludzkie nie układają się tak, jak powinny. Zanika serdeczność i życzliwość, ustępując miejsca interesowności i ciągłej podejrzliwości. Ludzie brną w kierunku, który zdaje się być drogą bez odwrotu i bez dobrego rozwiązania - bo jak zaufać drugiemu człowiekowi, kiedy kierujemy się tylko własnym ego? Mówi się, że najważniejsze jest żyć w zgodzie ze sobą. Oczywiście, jednak świat każdego z nas składa się części i elementów należących również do światów innych ludzi. Dlatego życie w zgodzie ze sobą powinno uwzględniać fakt, że człowiek nadal jest istotą społeczną. Być może w przyszłości ulegnie to zmianie, ale na tę chwilę najlepsze jest odnalezienie złotego środka (pomiędzy skrajnym egoizmem a skrajnym niewolnictwem).

    Na zakończenie pozdrawiam Cię Marto H. dodając, że jestem Twoim stałym czytelnikiem, jednak dotąd nie decydowałem się na umieszczanie komentarzy.

    OdpowiedzUsuń