Czasami trzeba pewnym osobom, rzeczom, emocjom i przyzwyczajeniom po prostu odejść.
Usunąć zdjęcie ex z telefonu/fejsa, "zrezygnować" z przyjaciół, którzy wprowadzają tylko złe rzeczy do naszego życia, odpuścić sobie złość, ból, cierpienie i tęsknotę czy zwyczajne obżeranie się chipsami na koniec dnia.
Coś/ktoś do kogo/czego jesteśmy przyzwyczajeni w pewnym momencie staje się częścią naszego życia. Lecz w momencie gdy ów "sprawa" (nazwijmy to tak ogólnikowo) z tej pozytywnej rzeczy staje się jedną z najgorszych i najbardziej toksycznych - nie ma innego wyjścia jak po prostu odpuścić. Wszystko w celu "lepszego Jutra" czy jakoś tak. Pitu pitu, ale niestety taka prawda jest. Lecz prawdą jest też to, że trzeba to zrobić po swojemu, w swoim czasie. Co z tego, że rodzina, przyjaciele i znajomi mówią ci, że TAK POWINIENEŚ ZROBIĆ DLA WŁASNEGO DOBRA skoro to nie oni mają nauczyć się żyć bez "sprawy" tylko ty. Jedni potrafią z dnia na dzień przejść z tym do porządku dziennego, inni potrzebują baaardzo dużo czasu aby chociaż w minimalny sposób nauczyć się z brakiem "sprawy" żyć.
Wogóle jakoś chyba czas przestać słuchać wszystkich dookoła co za "mądre i życiowe" porady dla nas mają. Przecież każdy jest inny i przeżywa życie w inny sposób.
Pracowałam w archiwum, to źle i niedobrze bo na "zleceniówce". Wróciłam do pracy w kawiarni, to źle i niedobrze bo "takie a takie godziny pracy" i "znajdź prawdziwą pracę" - ciężko było zrezygnować z archiwum, bo "oni mnie tam potrzebują" ale szkoda że nie przekładało się to na wysokość wypłaty. A praca w kawiarni (może pewnego dnia przerzucę się na pub?) sprawia mi po prostu przyjemność. End of story.
Ponad pół roku zajęło mi dojście do siebie po rozstaniu, ale przynajmniej nauczyłam się być szczęśliwa jako singiel. Ależ oczywiście, że już na drugi dzień mogłam wpaść w ramiona pierwszego, lepszego, który był pod ręką byleby "zapomnieć" i takie tam. I wszyscy (poza mną) byliby zadowoleni. Ale gdybym nie przeszła przez to, przez co musiałam, nie byłabym dzisiaj tym kim jestem.
Co mnie obchodzi to, że ludzie uważają iż ruda dziewucha słuchająca Linkin Park czy Limp Bizkit nie pasuje do różowego, "przesłodkiego" roweru? Ludzie uwielbiają żyć według ogólnodostępnych porad i opinii, bo tak jest po prostu bezpieczniej, a próbowanie dostosować się do obecnej sytuacji nie według tego, "co inni by zrobili" czy "jak według innych to powinno być załatwione" a według tego jak się czuję że ów coś powinno być załatwione jest już czymś nienormalnym, wynaturzonym.
To że jesteś osobą wierzącą (w COŚ) ale nie chodzisz co niedzielę rzucać na tacę - robi z ciebie bezbożnika. To że może nawet codziennie lubisz sobie wypić piwko po pracy (bo niektóre profesje potrafią wypruwać z człowieka flaki dzień w dzień) ale jak nie wypijesz to świat nagle nie staje w płomieniach - robi z ciebie alkoholika. To że właśnie dostałeś wypłatę, ale nie dasz małej brudnej cygance chociaż złotówki - robi z ciebie osobę bezduszną, bez serca.
Przykładów takich jest tysiące, a ludziom tak łatwo i przyjemnie przychodzi ocenianie innych. Więc tak, mam w to wyjebane. I na każdą z "mądrych rad" mam równie mądrą ripostę. Oczywiście można wyrażać własne zdanie - jak najbardziej! Nie raz ów opinie pomagają znaleźć drogę do właściwego, WŁASNEGO rozwiązania. Gorzej po prostu, gdy ktoś dobrze-tobie-życzący OCZEKUJE od ciebie postąpienia według jej/jego rady. "Bo tak mówi zdrowy rozsądek".
Nie jest łatwo pozwolić odejść temu co kiedyś było miłe, łatwe i przyjemne, ale skoro "było" to znaczy, że już nie jest. A skoro nie jest, to po co marnować na ów "sprawę" czas i nerwy? Tylko trzeba samemu na to wpaść i znaleźć wyjście z tego (zazwyczaj nad wyjściem ewakuacyjnym jest taka zielona tablica)
Więc chyba najbardziej to trzeba pozwolić odejść tym wszystkim sztywnym schematom, regułom. Zostały one "stworzone", żeby mieć do czego się odwoływać, na czym podpierać, lecz przecież życie nie jest czarno-białe, prawda? W końcu niektórzy potrafią rzygać tęczą ;)
* zwizualizować - spróbuj to powiedzieć tak bardzo na pijaku ;]
Ludzie 'normalni' nazywają 'szaleńcami' tych, którzy potrafią patrzeć na świat z trochę innej perspektywy niż jest to przyjęte szkoda tylko że pojęcie 'normalny' nie ma nawet definicji dlatego ja dalej kolekcjonuję moje szaleństwa, abstrakcje i dewiacje dlatego chciałbym podzielić się z Tobą, droga Panno H. pewnym spostrzeżeniem....
OdpowiedzUsuńOjej to. Olej to od góry do dołu, w szerz i w poprzek. Są ludzie, którym nie można dogodzić. Tacy zawsze będą mieć swoje zdanie, często wyczytane na jakimś forum lub w jednej z tych kolorowych gazet, gdzie w każdym numerze jest tona porad na temat uczuć, mody i tego jaki wpływ na życie ma orgazm... Dlatego odpuść bo nigdy im nie dogodzisz, ale stracisz energię i czas na męczenie się z nimi... codziennie... od nowa... bez końca... do ostatecznego końca...
Ex... Ex to Ex... było, ale już nie jest. Mówi się trudno, zdarza się, ale życie płynie dalej, a to że już nie jesteśmy z Panną A. lub Panem F. nie sprawi, że słońce nie wstanie, a później nie zajdzie. Co nie zmienia faktu, że niektórzy ludzie potrafią wryć się nam głęboko w pamięć, na tyle głęboko, że czas zamiast zatrzeć te ślady zaczyna je pogłębiać tak jak erozja toczy wapienne skały... w takiej sytuacji trzeba się z tym po prostu pogodzić. Obudzić w sobie małego socjopatę i zepchnąć ten fragment życia na margines, zamknąć wszystko w małym pudełku, oklejonym taśmą i wrzucić to do piwnicy.
Często pomaga w tym alkohol. Nie mówię tu o piciu na tak zwany umór bo to nie pomaga, ale Johny Walker z odrobiną wody sodowej i papieros jest cenionym przeze mnie medykamentem, zwłaszcza gdy coś wyciąga wspomnienia na wierzch - piosenka, zamach, sytuacja... Mózg to dzifka, z czasem cenzuruje wspomnienia wypierając te złe. Wtedy taka terapia połączona z przypominaniem sobie tego co było złe stawia na nogi... choć w odpowiednich warunkach grzane wino z pomarańczą też pomaga na chwilę oderwać się od tego bagna.
Pozdrawiam, Panno H.
B.